Mongolia samochodem – jak odnaleźliśmy wolność, przestrzeń i harmonię

Mongolia. Najrzadziej zaludniony kraj na świecie. Kiedy tylko dowiedzieliśmy się o tym fakcie, nasze serca zabiły szybciej i od razu dopisaliśmy ją do listy naszych podróżniczych marzeń. Dziś możemy powiedzieć, że nasze mongolskie marzenie udało się spełnić. Wspólnie z Oponeo zapraszamy do lektury wpisu na temat Mongolii – kraju wolności, przestrzeni i harmonii.

29 czerwca 2019, Pustynia Gobi, Mongolia – 1124 dzień wyprawy

Dzisiejszy dzień ciężko będzie ująć na jednej stronie. Leniwy i późny początek zupełnie nie wskazywał na to co działo się dalej. Trasa między kanionami Yolyn Am i Dugany Am wiodła malowniczo korytem wyschniętej rzeki. Im dalej tym stawał się on coraz węższy i węższy, aż wreszcie dotarliśmy do największego przewężenia. Potem, zupełnie niespodziewanie, otworzył się na wielką, przepastną, zieloną dolinę. Baranki na niebie tylko dodawały uroku. W drodze do Bulgan złapała nas mała ulewa, ale to co zobaczyliśmy zaraz po niej totalnie wyrwało nas z butów. Dawno już nie słyszałam, żeby Jacek wydał z siebie tyle ochów i achów i co chwila stawał jak wryty. A jak zaczął mówić, że to pobija Namibię, to chyba musi coś być na rzeczy. Zielone, niekończące się łąki, pofalowane wzgórza, złocące się w słońcu trawy i ta przestrzeń – absolutnie przepastna i ciężka do opisania. Nasz mózg wylądował dziś na ścianie wiele razy. Jacek nadal nie może uwierzyć w to dziś widzieliśmy. W dodatku późnopopołudniowe światło tylko uwydatniło wszystkie te niesamowite krajobrazy i tekstury. Do płonących klifów dojeżdżamy o zachodzie słońca, zgodnie jednak stwierdzamy, że o wschodzie słońca widok powinien być znacznie lepszy.

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały zrobione właśnie 1124 dnia naszej podróży. Ten dzień to tylko maleńki fragment naszej mongolskiej przygody. Doskonale jednak obrazuje, z czym przyszło nam obcować w trakcie naszej 2 miesięcznej tułaczki po mongolskich bezdrożach.

Mongolia, Mongolia, Mongolia… Nazwa ta kołatała nam się po głowie jeszcze na długo przed tym gdy faktycznie zdecydowaliśmy się ruszyć w jej kierunku. Od kiedy odkryliśmy, że to najrzadziej zaludniony kraj na świecie jawiła się w naszych głowach niczym ziemia obiecana, niemalże śniła nam się po nocach. Idealna, na zakończenie czteroletniej samochodowej podróży przez świat. Oczekiwania mimowolnie zostały napompowane do granic możliwości. A przecież tyle już do tej pory widzieliśmy, tyle miejsc odwiedziliśmy, tyle tras przejechaliśmy. W ciągu ostatnich paru lat codziennie intensywnie doświadczaliśmy odmienności, różnorodności i niesamowitości świata, zdając sobie jednocześnie sprawę, że coraz mniej rzeczy jest nas w stanie oczarować, zaskoczyć i pochłonąć. Mongolia, która na nas właśnie czekała (albo to my czekaliśmy na nią) nie miała zatem łatwego zadania.

Gdy z perspektywy czasu myślę o Mongolii, co w niej było takiego niesamowitego, co sprawiło, że gdyby ktoś w tym momencie powiedział wsiadamy w samochód i jedziemy do Mongolii to nie wahałabym się ani chwili, to okazuje się że ciężko będzie wyrazić to słowami. Bo jak opisać niesamowity, intensywny zapach ziół, który czuliśmy za każdym razem gdy wysiadaliśmy gdzieś pośrodku stepu z samochodu, jak opisać suchy pustynny wiatr, który targał nam włosy o poranku. Nie da się oddać doświadczenia pewnego rodzaju pustki, która dotyka tutaj na każdym kroku. Ani tego co czuje się stojąc boso na gorącym twardym piasku w obliczu kilkudziesięciokilometrowego pasa diun. Tego jak maleńkim się jest wobec ogromu mongolskiej przestrzeni. Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać tego co widzą oczy gdy się tam jest.

Gdybym jednak musiała ująć te nasze mongolskie doświadczenia w jakieś ramy to widzę to mniej więcej tak. Po pierwsze wolność, taka absolutna, której, w aż takim stopniu nie było nam dane wcześniej zaznać. Wolność w nowym wymiarze. Jeszcze przed podróżą było to dla nas wręcz oczywiste, że jesteśmy wolni. No przecież nikt nas nie więzi, nikt nam nic nie każe, sami o sobie decydujemy. A jednak gdy przyjrzeć się sprawie nieco głębiej to szybko się okaże jak wiele rzeczy w “normalnym świecie” robić musimy, powinniśmy. Jak bardzo ta zwykła codzienność nas ogranicza. Tymczasem podróżując po mongolskim stepie mieliśmy tę niepowtarzalną okazję skosztować nieskrępowanego biwakowania wśród natury, gdzie jak okiem sięgnąć dookoła nie ma zupełnie nikogo, żadnych ludzi, żadnych budowli, praktycznie żadnych śladów cywilizacji. Tylko my i pustka. Kojąca zmysły pustka. Co dzień mogliśmy wybrać jedną z dziesiątek wątłych dróżek, które nie wiadomo dokąd prowadzą. Nawet mapy, które zazwyczaj narzucają nam pewien plan dotarcia do celu, tutaj pozostawiły nam pełną wolność w wyborze drogi, bowiem większość z nich zwyczajnie nie była zaznaczona na naszym GPSie. 

Po drugie przestrzeń. Przestrzeń wypełniona zielonymi, falującymi pagórkami, rozległymi piaskowymi diunami, albo zupełnie płaskim stepem. Kilometry, ba, setki kilometrów niezmąconej przestrzeni. Niezmąconej działaniem człowieka. Działaniem człowieka, które choć nieco smutno to przyznać zazwyczaj nie dodaje uroku napotykanym przez nas miejscom. Właściwie to prawie zawsze je szpeci. Takiej przestrzeni, wręcz otchłani, gdzie to czy widzimy na kolejnych trzydzieści kilometrów czy na sto zależy tylko i wyłącznie od przejrzystości powietrza. Nic tu nie zasłania widoku, nic nie rozprasza uwagi. No może czasami jakiś zabłąkany wielbłąd, albo konie. Choć one idealnie pasują do tutejszego krajobrazu, więc trudno mówić o rozproszeniu. Gdybym miała podsumować Mongolię jednym określeniem to pewnie nazwałabym ją właśnie krajem niekończącej się przestrzeni. Bo można ją poczuć praktycznie w każdym zakątku tego kraju. A Mongolia jest pięć razy większa od Polski. Ta przestrzeń jest zupełnie niewyobrażalna. I nie oddadzą jej żadne, choćby najlepsze zdjęcia. Tu trzeba po prostu być. Stanąć pośrodku stepu, na wzgórzu, albo na piaskowej wydmie, rozejrzeć się i zobaczyć to magiczne “nic”.

Po trzecie harmonia. Prócz szpetnego, przemysłowego i obleczonego warstwą smogu Ułan Bator – stolicy i największego miasta Mongolii można ją odnaleźć wszędzie. Północna i centralna część Mongolii w środku lata kipią soczystą zielenią. Szerokie, zielone doliny, łagodne, porośnięte trawą wzgórza i rzeki. Gdzieniegdzie stoją jurty. Nieopodal pasą się owce, kozy i krowy. Konie gaszą właśnie pragnienie w strumieniu, a jaki pochrząkując skubią kępy trawy. Sielskie, a czasem wręcz idylliczne krajobrazy. Wszystko tu do siebie pasuje. Można godzinami siedzieć i wpatrywać się w ten krzepiący serce i zmysły pejzaż. I tylko czasami przez umysł niewinnie przemyka nutka zazdrości. Pewnie zastanawiacie się komu tu można zazdrościć skoro prawie nikogo tu nie ma. Ano to prawda, prawie nikogo. Co jakiś czas majaczy jednak gdzieś na horyzoncie bielutka jurta. Mongołowie, mają swe domy w najbardziej epickich miejscówkach i codziennie dookoła siebie te niesłychane widoki. Jest więc czego zazdrościć :)  Na południu zaś wszystko zmienia się diametralnie. Zielone, trawiaste wzgórza ustępują miejsca pustyni. Pustyni pełnej palącego słońca, pyłu, żwiru, piachu i wyblakłych kolorów. I choć nie są to idylliczne widoki to nie oznacza że nie ma tu harmonii. Można ją odnaleźć we wzorze spękanej od gorąca ziemi, w kolorowych bezimiennych formacjach skalnych czy w idealnie uformowanych piaskowych diunach. Surowość krajobrazu momentami nieco przytłacza. A jednocześnie przyciąga. To wielkie nic, szara plama gorącego żwiru, z której nieśmiało wynurzają się maleńkie pustynne krzaczki uzależnia i sprawia, że szybko zaczyna się tęsknić i chce się wrócić.

Tysiące kilometrów, które przemierzyliśmy w Mongolii jeszcze dobitniej uświadomiły nam, że celem naszych podróży nie jest żadne konkretne miejsce, a po prostu sama droga. Droga, która co dzień przynosi coś nowego. I właśnie to nowe powoduje, że ta nasza podróż, to ciągłe przemieszczanie się jest takie uzależniające.

Byliście lub wybieracie się do Mongolii?

Jakie są Wasze wrażenia? Też byliście zachwyceni niekończącą się przestrzenią? A może dopiero się wybieracie? Jak to się stało, że zainteresowaliście się tym nieszczególnie popularnym kierunkiem? Zapraszamy także do obejrzenia naszego vloga z tego niezwykle fascynującego zakątka Ziemi. Jeśli dopiero zaczynacie przygodę z podróżami samochodowymi zajrzyjcie TUTAJ. W tym artykule od Oponeo dowiecie się sporo na temat kamperów, przyczep i wymaganiach jakie musi spełnić kierowca aby się nimi poruszać. A jeśli macie jakieś pytania na temat Mongolii i podróżowania po niej – zostawcie je w komentarzu poniżej. Postaramy się pomóc. Do usłyszenia!