Wesoły cmentarz
Węgry dały nam w kość. W zasadzie, to dały w kość naszym wątrobom. No bo jak nie pić, jeśli takie smaczne i takie tanie? Niestety każde, nawet najdroższe trunki zawierają siarczany. Po blisko dwutygodniowym raczeniu się węgierskimi winami nasze wątroby zaczęły się buntować. Ok, tak naprawdę to moja wątroba zaczęła się buntować ale wiecie jak pije się z kobietami:
– Dominika napijemy się wina?
– Jasne!
Jacek otwiera wino, walimy z gwinta bo kryształów w podróż nie zabieraliśmy. Po dwóch łykach:
– Dominika trzymaj
– Zzz…
– Dominika?
– Zzzzzzzz…
Za każdym razem nie pozostawało mi nic innego, jak dokończyć ledwie napoczętą butelkę samemu. Przecież do rana może zwietrzeć.
Podróż po Rumunii rozpoczęliśmy od wizyty w miejscu, które przewijało się chyba przez wszystkie strony i przewodniki z jakimi mieliśmy okazję się zapoznać. Tak zwany wesoły cmentarz w Sapancie to według wielu jedna z pozycji „must see” w Rumunii. Cmentarz nazywany jest wesołym z powodu niecodziennej formy jakie przyjmują tamtejsze nagrobki. Lokalny artysta rzeźbiarz Stan Ioan Pătraș zaczął je wykonywać w roku 1935. Rzeźbione i barwnie malowane płyty, z obrazkami z życia zmarłych opatrzone były humorystycznymi epitafiami opowiadającymi o ich losie. Jeden z napisów nagrobnych głosi:
Tutaj ja spoczywam Pop Toader się nazywam.
Na klarnecie ja grałem i palinkę popijałem,
o tym ja tylko myślałem, gdy po tej ziemi stąpałem.
Miałem też swoje smutki, żywot mej żony był krótki.
Ludziom wesoło śpiewałem, sam sobie w kącie płakałem.
Tak wykonane groby spodobały się wśród lokalnej społeczności a artysta zaczął otrzymywać więcej zlecań. Dziś grobów są setki a miejsce stało się dużą atrakcją turystyczną Rumunii.
Mówiąc zupełnie wprost, wesoły cmentarz w Sapancie, o którym opowiadają wszystkie przewodniki był dla nas dużym zawodem. Powody były dwa. Pierwszy z nich to bilety. Nie żeby były szczególnie drogie albo żebyśmy my byli skąpi. Ale sprzedawać bilety na cmentarz? Naprawdę tego nie rozumiem i pozostawia to u mnie niesmak. Wiem, że ktoś może nie mieć z tym problemu, ja jednak problem mam, podobnie jak mam problem ze sprzedażą biletów do czynnych kościołów czy innych miejsc kultu religijnego. To po pierwsze. Po drugie, wesoły cmentarz w Sapancie jest po prostu brzydki. To prawda, płyty nagrobne są ładne i niecodzienne, ale wszystko poza nimi jest nieładne i szare. Kolorowe płyty zamocowane są w szarych betonowych bazach, groby są ściśnięte do granic możliwości, zieleni jest niewiele a otoczenie samego cmentarza jest równie nieciekawe i szare.
Jednak nie wszystko stracone. Dominika, naczelny researcher w naszym zespole, gdzieś w najgłębszych zakamarkach internetu znalazła informację, że w Sapancie znajduje się drugi cmentarz. Podobnie jak na słynnym wesołym cmentarzu, znajdują się na nim kolorowe nagrobki. Nie jest on jednak aż tak spektakularny więc turyści go nie odwiedzają. Po zobaczeniu „tego słynnego” cmentarza i lekkiej konsternacji postanowiliśmy niezwłocznie odnaleźć „ten mniej spektakularny”. Po kilkunastu minutach kluczenia po okolicznych drogach stwierdziliśmy, że chyba jednak nie będzie tak łatwo i musimy zasięgnąć języka:
– Excuse me, do you know how can we get to the cementary – but not the famous one, the other one? Kto by pomyślał, że w Rumunii przyjdzie nam się dogadywać naszą łamaną hiszpańszczyzną. Najważniejsze, że się udało. Już po chwili parkowaliśmy przed nadgryzioną zębem czasu bramą nekropolii. Kiedy tylko wysiedliśmy z samochodu i zobaczyliśmy, że po terenie cmentarza przechadza się pasterz ze swoim stadem owiec, od razu wiedzieliśmy, że to strzał w dziesiątkę. Jeśli ktoś mierzy „spektakularność” dwóch cmentarzy ilością kolorowych nagrobków to „drugi” cmentarz zdecydowanie przegrywa. Jest ich mniej, przeplatane są „normalnymi” grobami, często są zaniedbane. Jednak atmosfera drugiego cmentarza jest dużo bardziej autentyczna a anturaż zdecydowanie przyjemniejszy – łąki, drzewa a w oddali wzgórza Maramureszu. Czyli wszystko to, czego naszym zdaniem brakuje słynnemu, wesołemu cmentarzowi. Informacje praktyczne: Bilet wstępu na wesoły cmentarz: 5 RON/osoba Lokalizacja mniej popularnego cmentarza (47.969025, 23.690179, ten wysunięty bardziej na południe) względem słynnego cmentarza (ten wysunięty bardziej na północ):
– ???
– Pa ruski gawaritje?
– ???
– Eee chyba się nie dogadamy…
– Usted habla español?
– !? – Si, un poco – Nosotros buscamos cementerio, pero no famoso, secundo, otro
– Recto a la 100m, en la intersección a la derecha, 50m y en la izquierda
– Bueno, muchas gracias!
A Wy byliście w Sapancie? Udało Wam się odwiedzić tę mniej popularną nekropolię? Który z nich podoba Wam się bardziej? Dajcie znać w komentarzach.
To miejsce to jedno z moich podróżniczych marzeń :D
Dlaczego by go nie spełnić? Maramuresz jest tuż za miedzą ;)
miałam bardzo podobne odczucia, jeśli chodzi o atrakcyjność tego cmentarza. szkoda że nie wiedziałam o drugim :))
Jest pretekst żeby wrócić ;)
A my wybieramy się w czerwcu (dziewczyny ) i spisujemy cenne informacje. Zabieramy ze sobą rowery.
Dzieki Wam podjechalismy na ten drugi cmentarz zamiast owiec byly sploszone konie. Jak nie mieszcze sie miedzy dwa foteliki z tylu tak wsiadlam do auta miedzy drzwi a fotelik z 5mczna Corka :) Jeden i drugi cmentarz ma swoj urok, ten drugi ma polozenie rewelacyjne. Natomiast oplaty juz mnie nie przerazaja. W Peru placi sie ok 20zl za wejscie do kazdego kosciola a w Krakowie tylko do Mariackiego. Zabieram sie za lekture Waszego bloga bo dopiero 3dzien jestesmy w Rumunii wiec moze cos jeszcze od Was podpatrzymy. Dzieki
Dajcie znać jak Wam się podobało w Rumunii :)