Petra – skalne miasto

Petra. Miejsce magiczne. Jeden z siedmiu cudów świata. Największa atrakcja turystyczna Jordanii. Niektórzy przyjeżdżają do niej tylko po to, aby zobaczyć słynne kamienne miasto. W Izraelu jest masa biur podróży, które organizują jednodniowe wycieczki do miasta Nabatejczyków. Szkoda, że dla większości odwiedzających Jordanię horyzont poznawczy rozpoczyna się i kończy na Petrze. Kraj ma do zaoferowania o wiele, wiele więcej i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Z drugiej jednak strony, nie ma co narzekać. Dobrze, że Petra działa jak magnes a turyści przyjeżdżający do Jordanii mają szansę odkryć jej piękno.

śledź naszą podróż dookoła świata na facebooku!

Petra, to ruiny miasta Nabatejczyków, starożytnego ludu pochodzenia semickiego, który zasiedlał tereny Izraela i Jordanii począwszy od VI wieku p.n.e. Miasto przeżywało rozkwit swojej potęgi od III wieku p.n.e do I wieku n.e. kiedy pełniło funkcję stolicy królestwa. Następnie zostało zajęte przez rzymian i przemianowane na stolice prowincji rzymskiej – Arabii. W średniowieczu, w czasie wypraw krzyżowych była zajęta przez krzyżowców. Kres świetności miasta nadszedł wraz z najazdem Saladyna, kiedy to miasto popadło w ruinę, z której się już nie podniosło.

Wybierając się do Petry, staraliśmy się nie rozbudzać zanadto naszych oczekiwań. W końcu to największa atrakcja turystyczna kraju. Jeden z siedmiu cudów świata. Myśleliśmy sobie – tam muszą być tłumy turystów, stragany z tym całym pamiątkowym badziewiem i niedający żyć tubylcy, namawiający do upadłego na przejażdżkę wielbłądem. Ale nie do końca mieliśmy rację. Owszem, stragany z badziewiem były, ale tylko na początku. Tłumów też nie zaobserwowaliśmy. Petra zajmuje tak ogromny obszar, że nawet jeśli na jej teren wejdzie cała masa ludzi, po jakimś czasie rozejdą się, każdy w sobie tylko znanym kierunku, a na ulicach będzie przyjemnie luźno. W godzinach popołudniowych, kiedy wszystkie zorganizowane wycieczki już wyjechały, mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w tym ogromnym kompleksie jedynymi zwiedzającymi.

odwiedź nasz profil na instagramie!

Jeśli chodzi o lokalną ludność, której natrętność antycypowaliśmy, to musimy przyznać, że bardzo się pomyliliśmy. W zasadzie, to możemy powiedzieć, że wizyta w Petrze bez Beduinów, nie byłaby tym samym przeżyciem. To oni nadają temu miejscu taki dziwny, nieco kosmiczny klimat. Coś pomiędzy dzikim zachodem a gwiezdnymi wojnami. Ani trochę nie zdziwiłbym się, gdyby z którychś drzwi wyrytych w skale nagle wyjechał R2D2 a na ulicy wylądował Sokół Millenium. Po ulicy hula wiatr, cisza jak makiem zasiał kiedy nagle słyszymy „iiiii-jaaaa!” i mija nas Beduin galopujący na ośle, w dodatku bez siodła. Z Dominiką zgodnie stwierdziliśmy, że Beduini z Petry są nieco dzicy, ale w bardzo pozytywny sposób. To tacy bliskowschodni kowboje. Od dziecka wychowani w siodle. Na ośle, wielbłądzie i koniu potrafią jeździć bokiem, tyłem i pewnie do góry nogami także. Malują oczy, noszą pierścionki i kolczyki. Każdy z nich przypominał trochę kapitana Jack’a Sparrow’a z Piratów z Karaibów. Ich wielbłądy suną dostojnie ulicami Petry w rytm One Love i No Woman No Cry Boba Marley’a.

Oczywiście, że pytają czy nie chcielibyśmy podwózki, ale nie są nachalni. Odnieśliśmy wrażenie, że są bardzo dumni z tego, kim są i dbają o swoja godność. Można z nimi normalnie pogadać. O rzeczach innych niż ich wielbłądy czy paciorki, które akurat sprzedają. Odwiedzając stragan, można być pewnym, że zostaniemy poczęstowani herbatą. W tym momencie osobom, które odwiedzały takie zakątki świata jak Maroko czy Turcja może zapalić się czerwona lampka ostrzegawcza pt. „napoją herbatą a później zaczną ze zdwojoną siłą nagabywać do kupna choćby najmniejszego suweniru”. Nic z tych rzeczy. Możemy spokojnie napić się herbaty i pogadać. Gospodarz straganu może poprosi nas o obejrzenie jego towarów, ale jeśli powiemy, że nie jesteśmy zainteresowani albo, że nic nam nie pasuje, nie będzie miał z tym żadnych problemów i zostaniemy pożegnani równie serdecznie, jak zostaliśmy przywitani.

Petrę będziemy wspominać nie tylko ze względu na majestatyczne budowle kute wprost w skale, ale również ze względu na jej dziwaczny i trochę odrealniony klimat, który tworzy miasto oraz ludzie je zamieszkujący. A co do walorów samych budowli i petrzańskiego anturażu, niech przemówią fotografie!

14-petra
petra-kolaz2
16-petra
17-petra
18-petra
21-petra
25-petra
26-petra
27-petra
28-petra
29-petra
30-petra
32-petra
37-petra
39-petra
41-petra
47-petra
52-petra
56-petra
57-petra
58-petra
60-petra
61-petra
63-petra
67-petra
71-petra
72-petra
73-petra

Petra by night

W określone dni tygodnia organizowana jest „Petra by night”, czyli możliwość nocnego zwiedzania cześci kompleksu. Organizatorzy podświetlają korytarze lampionami a przed skarbcem odbywa się coś w rodzaju przedstawienia. Ktoś brzdąka coś na beduińską nutę, ktoś opowiada historię Petry. Fajna inicjatywa gospodarzy. Niestety ludzie w niej uczestniczący, w znacznej większości nie rozumieją jej idei. Byłem nieco zbulwersowany, więc zaraz po powrocie nasmarowałem posta na facebook’u, który dobrze tłumaczy przyczyny mojej frustracji.

„Ja nie kumam ludzi. Właśnie wróciliśmy z czegoś, co nazywa się „Petra by night” czyli „Petra w nocy”. Idea jest taka, że można wejść do kompleksu po zmroku. Załoga rozstawia na całej drodze lampiony a przy skarbcu odbywa się pokaz – ktoś gra na fujarce, ktoś rzępoli na skrzypkach i śpiewa beduińskie pieśni a jeszcze ktoś inny opowiada petrzańskie klechdy. Fajny pomysł. Szkoda tylko, że ludzie zaraz po przekroczeniu barierki i zatopieniu się w ciepłych promieniach lampionów odpalili swoje smartfonowe-latarki. Nie wspomnę już o tym, że przed wejściem wszyscy byli proszeni o zachowanie ciszy i nie używanie fleszy, czego nie respektowała zdecydowana większość. Z ciszą bym jeszcze przebolał, tak samo flesze. Ale te latarki! Po co płacić niemałą kwotę za bilet na wydarzenie, którego podstawowym elementem jest przebywanie w świetle świec, jeśli zaraz po wejściu odpalamy diodową latarkę?”

77-petra
78-petra
79-petra
80-petra
petra-kolaz1
83-petra
88-petra

Informacje praktyczne

Ceny biletów wstępu do Petry, podobnie jak klimat w Petrze, są dość kosmiczne. Można kupić bilet ważny jeden, dwa lub trzy dni.

Ceny przedstawiają się następująco:
1-dniowy bilet wstępu – 50 JOD (284,50 PLN) za osobę
2-dniowy bilet wstępu – 55 JOD (312,95 PLN) za osobę
3-dniowy bilet wstępu – 60 JOD (341,40 PLN) za osobę

Różnice w cenach niewielkie. My zdecydowaliśmy się na bilet dwudniowy, choć tak naprawdę zwiedzanie pierwszego dnia zaczęliśmy późnym popołudniem. Nam te półtora dnia w zupełności wystarczyło. Zdążyliśmy się nasycić. Myślę, że w naszym przypadku trzy dni to byłoby zdecydowanie za długo. Wychodzimy z założenia, że lepiej jeśli pozostaje jakiś niedosyt, niż przesyt.

Trzeba pamiętać również o tym, że na terenie Petry można przebywać od 6 rano do zachodu słońca.

Nocne podziwianie Petry (Petra by night) jest możliwe w poniedziałek, środę i czwartek. Bilet wstępu kosztuje 17 JOD (96,73 PLN) od osoby. Więcej informacji dotyczących zwiedzania Petry znajdziecie TUTAJ.

 

Mapa Petry (zdjęcia w wysokiej rozdzielczości):

Dostępne szlaki, wraz z długością i szacowanym czasem przejść – TUTAJ
Mapa Petry z zaznaczonymi szlakami i atrakcjami – TUTAJ
Mapa Petry w całości – TUTAJ